Kategorie: Wszystkie | Filmy | Książki | Książki inaczej
RSS
piątek, 30 maja 2008

Rok 1960 to przełomowy czas w życiu 21-letniej Harriet Purcell: zaczyna pracę jako radiolog w szpitalu, zrywa zaręczyny, wyprowadza się od rodziców. Jej nowym miejscem na ziemi staje się niezwykły Dom w owianej złą sławą dzielnicy Sydney - Kings Cross. Tutaj w otoczeniu niezwykłych postaci - wróżbitki Delvecchio Schwartz, pary lesbijek, transseksualisty, uroczego malarza - odmienia się życie Harriet. Szczególnie po spotkaniu z córeczką gospodyni, czteroletnią Flo. Mały aniołek, choć nie mówi, potrafi wiele przekazać...

Świetna książka i chociaż na początku mało jest o tytułowym aniołku to autorka dobrze opisuje przypadek dziecka z autyzmem i jak w tamtych latach ciężko było zaakceptować innymi takiego chorego malucha. Książka napisana prostym językiem i przejrzystym stylem. Powieść proponuje nam zaskakujący zestaw osobowości – fascynujących i niepowtarzalnych. Jak dla mnie godna przeczytania.

Danny Dunckelman jest adwokatem żydowskiego pochodzenia. Mężczyzna wiedzie spokojne życie u boku pięknej żony. Pewnego dnia sąd przydziela Danny'emu obronę Mike'a Downey'a. Chłopak jest młodym skinheadem, członkiem neonazistowskiego bractwa stojącego na straży czystości rasy aryjskiej. Mike zostaje oskarżony o pobicie ze skutkiem śmiertelnym młodego emigranta z Indii. Danny stara się znaleźć przyczynę agresji chłopaka wobec ludzi o odmiennym kolorze skóry. Gdy adwokat stara się zmienić sposób myślenia Mike'a, między nimi rodzi się trudna więź.
 
Film słabszy od „American Histori X” czy „Fanatyka”, ale i tak mi się podobał. Bardzo dobrze jest tu pokazane myślenie neonazistów i skąd się u nich bierze aż tak duża agresja. Część tych ludzi to osoby wykształcone albo o wysokim wskaźniku inteligencji a jednak dający się zwerbować do bractw czystości rasy aryjskiej. Film zaliczany do kategorii dramatu jednak jak dla mnie sklasyfikowałabym go jako film fabularny.
23:04, toska1982 , Filmy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 maja 2008
„Moją podobiznę uwieczniono na desce farbami...
Widziałam obraz. Nie przypomina mnie. Patrzę na niego i widzę twarze matki i ojca. Wytężam słuch i słyszę ich głosy. Czuję ich miłość i cierpienie, i staję się znów świadkiem zbrodni, która związała ich ze sobą – a mnie z nimi.
Bowiem moja historia nie zaczyna się od narodzin, lecz od morderstwa...”

Florencja schyłku XV wieku. Zażarta walka polityczna między dwoma potężnymi rodami – żądnych władzy Pazzich i usiłujących utrzymać swe wpływy Medyceuszy – to zarazem konflikt pomiędzy bujnie rozkwitającym życiem doczesnym i sztuką renesansową a ascetycznym życiem religijnym. To także historia tajemnicy wielkiego Leonarda, skrywanej miłości, krwawej zemsty i haniebnej zbrodni, które odciskają piętno na życiu następnych pokoleń – Mony Lizy, córki bogatego kupca, i jej ukochanego ze znienawidzonego rodu.

Ciężko mi się czytało, początek był tak zagmatwany i nudny, że już mnie kusiło by sobie darować czytanie. Ogolnie historia bardzo ciekawa, ale czegoś tej książce i historii zabrakło (albo ja się przejadłam już tego typu powieściami). Nie wiem czy bym poleciła tą pozycję :/
niedziela, 25 maja 2008
sobota, 24 maja 2008
To piękna książka, której akcja się toczy w XIX – wiecznych Chinach i na długo zapada w myślach. Jest to opowieść o dwóch dziewczętach, później matkach gdzie świętuję się tylko narodziny chłopca, a wartość kobiety wyznacza ilość urodzonych synów.

Lilia w dzieciństwie została połączona więzami laotong – dozgonną przyjaźnią – z Kwiatem Śniegu. Dziewczynki urodziły się tego samego roku, tego samego dnia i godzinie, były trzecimi dziećmi i obie straciły kogoś z bliskich. W tym samym dniu zostały im skrępowane stopy. A swoje myśli przez lata będą przekazywać na „sekretnym wachlarzu”.

„ Kwiat Śniegu i ... „ to jedna z tych powieści w których akcja się toczy powoli bez elementów sensacyjnych ale przykuwająca uwagę czytelnika do samego końca. Książka robi wielkie wrażenie, dzięki dokładności opisywanych zdarzeń i obyczajów chińskich. Sporo tu egzotyki i rzeczy niepojętych dla polskich kobiet. Poruszająca sprawy bliskie każdemu człowiekowi jak: przyjaźń, wierność i lojalność wobec wszystko.

piątek, 23 maja 2008

Wiem, jak boli zdrada, i wiem, czego w życiu nie należy robić komuś, kogo się kocha. Wiem, czego sama nie chcę doświadczyć, bo kocham, ufam i wierzę w powroty.

Uwielbiam książki Katarzyny Grocholi, szczególnie za jej specyficzne poczucie humoru. Książka lekka ale tym razem mało przyjemna, całkiem inna niż te które dotąd czytałam. Grochola doskonale opisała zdradę, brak zaufania, rozważania nad przyszłością – taką już zawsze z podejrzeniami. Nie polecam tej książki na chandrę.

poniedziałek, 19 maja 2008
katedraKatedra w Barcelonie to napisana z wielkim rozmachem powieść historyczna, fascynująca panorama średniowiecza, przedstawiająca blaski i cienie feudalnej Katalonii. Akcja książki toczy się w XIV wieku, w dobie religijnych niepokojów, nietolerancji i wojen. Stolica Księstwa Katalonii, Barcelona, panuje na szlakach handlowych i rozrasta się ku morzu. Mieszkańcy skromnej, ubogiej dzielnicy Ribera, postanawiają własnymi rękami wybudować najwspanialszą i największą na świecie katedrę maryjną - słynny kościół Santa Maria del Mar. Historia budowy splata się z losami Bernata Estanyola i jego syna Arnaua, pańszczyźnianego chłopa i budowniczego, którzy uciekają przed okrutnym panem, a później przed inkwizycją. W stolicy Arnaud zdobędzie wolność i tytuł pełnoprawnego obywatela, i z przymierającego głodem zbiega przemieni się w zamożnego patrycjusza.
 
Ogólnie mi się podobała ale można dużo zarzucić tej książce. To co mnie najbardziej raziło, to to, że postacie albo były dobre albo złe (wyjątek – mnich Joan), a świat widziany w dwóch kolorach: białym i czarnym. Ale ogólnie jest to książka godna polecenia, można dowiedzieć się wielu ciekawostek o średniowiecznej Katalonii. Można uświadomić sobie jak dużo w tamtych czasach było zakazów i nakazów (w większości bezsensownych a wręcz uwłaczających ludzką godność), jak bardzo ludzie pragnęli być wolni i co oznaczało słowo „wolność” – ile człowiek był gotów zrobić by zasmakować choć odrobinę wolności i godności.
sobota, 10 maja 2008

Niedawno usłyszałam, że Polacy nakręcili film z gatunku: horror. Do tej pory jedyne polskie horrory jakie znam to „Wilczyca” i „Widziadło” (zresztą dosyć stare są te filmy). Film „Hiena”, w reżyserii Grzegorza Lewandowskiego z 2006 roku, nakręcony został w Bytomiu i postindustrialnych terenach w Chorzowie. Tereny doskonałe by stworzyć mroczny film, stare kopalnie, podmokłe tereny, opuszczone przed laty.

 

hiena

 Mały po stracie ojca mieszka tylko z matką, która po stracie męża nie bardzo wie jak ułożyć sobie życie. Ma ona dwóch adoratorów ale żadnego z nich mały nie akceptuje. Zresztą chłopak żyje trochę na uboczu, przyjaźni się tylko z Bożenką (też półsierotą), Kurczakiem i dużym. Jednak prawdziwego przyjaciela odnajduje w tajemniczym mężczyźnie, który zamieszkuje stary barakowóz, w którym przed laty rozegrała się tragedia. W tym czasie też zaczynają ginąć dzieci w okolicy „martwego pola”, a o ich śmierć mały podejrzewa hienę, zwierzę, które uciekło z zoo.

Horrorem, to ten film na pewno nie jest, chyba że by wziąć pod uwagę sytuację rodzin zamieszkujących okolice Górnego Śląska, którzy nie ma żadnych perspektyw, ich życie to egzystencja w miejscu, gdzie kopalnie są zamykane i przyszłość niepewna. Chociaż plus dlatego filmu za nie tworzenie „strasznych potworów” czy litrów krwi przelewających się przez ekran. Dziwny był ten film i szczerze mówiąc nie wiem co o nim sądzić.

21:29, toska1982 , Filmy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 maja 2008
ostatnie historieTrzy kobiety, babka, córka i wnuczka, spotykają na swojej drodze śmierć. Stają przed koniecznością spojrzenia na swoje życie od nowa. Każda z nich szuka dla siebie właściwego miejsca. Choć są przedstawicielkami różnych pokoleń tej samej rodziny, ich światy nie przystają do siebie.

Nie sposób streścić tą książkę bo dużo bym jej ujęła. Ale Olga opisuje śmierć nie heroiczną czy przypadkową ale właśnie tą, która spotyka każdego z nas. I najbardziej podobało mi się pierwsze opowiadanie, taki mały wątek o psie. Jak słyszę że umiera jakaś starsza osoba to jakoś przyjmuję to do wiadomości (i może to brzydko zabrzmi) i nie robi to na mnie większego wrażenia, bo w końcu taka jest kolej rzeczy. Ale jakoś strasznie źle znoszę, gdy zdychają psy i gdy nie można im pomóc. I z tej książki chyba najbardziej zapamiętam właśnie Ine, i jej ostanie dni.

Książka nostalgiczna, która w delikatny i subtelny sposób prezentuje problem przemijania i upływu czasu w życiu człowieka.

 
1 , 2
Spis moli statystyka